Strange blog

16 września, 2009

Krakowski Kredens - niefortunna czekoladka - test/recenzja

Zamieszczony przez: strange w: Test / Recenzja| Zakupy

Spacerując po galeriach handlowych coraz częściej spotykamy małe, potencjalnie ekskluzywne sklepiki z żywnością. W dobie jajek z automatycznych kur, szynki bez szynki i chleba o smaku waty jest miejsce na rynku dla produktów nie tylko jadalnych ale też smacznych.

Ponieważ asortyment Krakowskiego Kredensu nie pasuje do moich kulinarnych fanaberii (wole dobre sery niż dobre zwłoki) dysponujący sporą ofertą wędlin ten teoretyczny przyczółek dobrego jedzenia nie skłaniał mnie długo do zapoznania się z ofertą. Zupełny zbieg okoliczności sprawił, że podczas wizyty w jednym ze sklepów sieci Alma natknąłem się na schludnie urządzone stoisko Kredensu.

Krakowski kredens czekolada fiołkowa

Jak już wspomniałem zwłoki mnie nie bawią. Nie znam się na szynkach, kiełbasach i raczej nie eksperymentuje w tym temacie - za duże ryzyko porażki. Moją uwagę przyciągnął jednak zestaw czekolad (o ile pamiętam z dopiskiem “ręcznie formowane”) z różnymi ciekawymi dodatkami. Wybrałem czekoladę mleczną z fiołkami - brzmiało to na tyle dziwacznie, że powinno smakować fajnie. Cena, jedyne 9,99zł za 100gr - czyli zdecydowanie nie tanio -  drożej od tej samej gramatury Lindt (choć tu zaznaczyć trzeba, że ubogi to kraj, w którym Lindt to już czekolada z wyższej półki… wstyd). Za taką cenę spodziewałem się od fiołkowej czekolady przynajmniej czegoś interesującego - bez rewelacji ale też bez nadmiernie nachalnych minusów smakowych.

Pierwsze uderzenie mokrą szmatą po dobrym wrażeniu nastąpiło bardzo szybko. Już po rozpakowaniu okazało się, że to coś co miało być fiołkami znajduje się na czekoladzie tylko w obszarze okienka - sprytny marketing opakowaniowy. Dosłownie poza obszarem widocznym przez opakowanie fiołka uświadczyć się nie dało. Teoretycznie można się było spodziewać, że fiołeczki zatopione będą w czekoladzie - nic bardziej mylnego, są do niej tylko ze spodu przyklejone.

Cios mokrą szmatą numer dwa. Zgrabny fiołek zeskrobany z czekolady w celu pozyskania smaku to nic więcej jak cukrowy placek o smaku cukrowego placka. Gratuluje komuś, kto dopatrzyłby się w tym fiołka, no może poza kolorem.

Na sam koniec, w ramach spójności całego produktu, mleczna czekolada. Przeżycie równie straszne - zwykła, słodka mazia czekoladowa jaką można spotkać w czekoladach za 2,50zł.

Ogólnie poza wydumaną filozofią, opakowaniem i kreacją najzwyklejszy w świecie produkt czekoladopodobny - takie wrażenie smakowe pozostawia po sobie czekolada fiołkowa według Krakowskiego Kredensu. O ile nie należę do osób łatwo obrażających się na przybytki handlowe (w końcu dalej od czasu do czasu zaglądam do RTV EURO AGD) o tyle nie sądzę abym jeszcze raz dał się na coś nabrać w tej sieci. Oczywiście nie zakładam, że reszta asortymentu utrzymuje ten sam poziom… ale najzwyklej w świecie nie mam ochoty tego sprawdzać.

Niniejszy artykuł nie jest sponsorowany lub w jakikolwiek inny sposób inspirowany przez firmy, których urządzeń lub usług dotyczy. Powstał jako niezależny test/recenzja/opis bazujący na prywatnych opiniach i preferencjach autora.

Brak odpowiedzi na "Krakowski Kredens - niefortunna czekoladka - test/recenzja"

Komentowanie zostało wyłączone.